I rodzi się... upragnione... wyczekane ... dziecko. Jest dobrze. Jest zdrowe. Pięknie się rozwija.... Jest takie mądre.... Takie sprytne... Takie zwinne...
No ale nie zawsze... Na placu zabaw wejdzie wszędzie... pierwszy... akrobata..., a w domu czy na chodniku potyka się o własne stopy. To głową uderzy w stół, to we framugę.
Jak idziecie i widzisz, że leży butelka to ty już wiesz, że on w nią wejdzie lub kopnie tak, że się rozbije.
Jest bardzo chętne do pomocy. Zwłaszcza w kuchni. Chce Ci pomagać gotować, piec. Chętnie się zgadzasz, choć wiesz, że na pewno rozsypie mąkę, że rozleje, rozciapie...
Dajesz możliwość do bycia jak najbardziej samodzielnym, ale wiesz, że na pewno się coś stanie. To coś upuści, to strąci, to rozbije, to rozleje, to uświni. Powoli staje się to juz standardem.
Pozwalasz na zdobywanie nowych doświadczeń, bo wiesz, że tak się uczą dzieci. Nie chcesz, by twoje dziecko tylko siedzialo z rękami na kolanach (choć wiesz, że to by było najbezpieczniejsze rozwiązanie).
W sklepie prosisz "bądź ostrożny", "powoli". Pomimo tego i tak kilka rzeczy ląduje na ziemi. Całe szczęście, że to nie szkło. Ufff
W restauracji cały czas jesteś w pogotowiu, by coś złapać zanim się rozleje, przewróci czy spadnie. Wszystkie "niebezpieczne" rzeczy odsuwasz jak najdalej od twojego dziecka. W duchu modlisz się by nie było katastrofy.
Posiadanie ciuchów na zmianę dla siebie i dziecka w "razie w" jest oczywistą koniecznością.
Czasami przychodzą Ci myśli do głowy, że jak coś rozbije lub zniszczy nie przyznasz się do niego.
I tak mija dzień za dniem. To się uciapie, to cos rozleje, to się przewróci, to wejdzie na ciebie, to się uderzy, to talerz mu spadnie ze stołu....
Codziennie daję swojemu synowi szansę na doskonalenie koordynacji oraz czucia swojego ciała. Wiem, że te problemy wynikają z zaburzeń integracji sensorycznej. Uważam, że najlepszą terapią jest dostarczanie mu jak najwięcej możliwości do trenowania swojego ciała pomimo porażek. A to jest jedyna droga do tego by było lepiej. Ja to wiem ! Ja to widzę ! Już nie noszę zapasowych ciuchów dla siebie :) :)
Głowa do góry. Z każdym dniej bedzie tylko lepiej !
Bardzo kocham tego mojego Ciapoczka :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
Nauka samodzielnego ubierania butów, czyli jak przestać być nadwornym zakładaczem obuwia
No dobra. Powiedzmy sobie szczerze — ile razy dziennie zakładasz swojemu dziecku buty? Rano do przedszkola. Potem na spacer. Potem zno...
-
Uwaga z niczego. O powrotach do szkoły bez empatii Dosłownie parę dni temu nauczyciele i uczniowie wrócili z przerwy świątecznej, która trw...
-
Codzienność, która się nie klika Dzień Kropki. Dzień Żółwia. Dzień Naleśnika. Dzień Dinozaura. I tak dalej, i tak dalej… Patrzę na ...
-
Każde dziecko jest jak mały artysta, który rysuje swój niepowtarzalny obraz świata. Niektóre dzieci potrzebują jednak trochę więcej wspar...