Ostatnie doświadczenia zawodowe skłoniły mnie do pewnych przemyśleń i refleksji.
Proces terapii niektórych dzieci (na szczęście są to sporadyczne przypadki) można porównać do zdesperowanej osoby, która chce stracić zbędne kilogramy w ekspresowym tempie . Dlaczego takie porównanie? Już piszę.
Taka osoba rzuca się w szaleńczy wir odchudzania. Dieta - to podstawa. Off cors! W poniedziałki ćwiczysz z Chodakowską, która mówi, że Twoje ciało może więcej niż myśli Twoja głowa. We wtorki ćwiczysz z Lewandowską, która odradza jedzenie glutenu. W środy twój nowy trener mówi, że musisz ćwiczyć crossfit. Więc ćwiczysz. W czwartki znowu inny trener mówi żebyś zaczął biegać. No, a w piątki Twój inny trener mówi, że musisz kupić taśmy oporowe i ich używać do ćwiczeń. A w soboty najlepiej ćwiczyć z ciężarami. I bądź tu mądry. Kogo słuchać. Wszystkich? Czy w ogóle kogoś słuchać? Bo już wykonywanie zaleceń wszystkich trenerów to strzał w kolano, żeby nie napisać dobitniej!
Jak długo wytrzymasz w tym szalonym tempie? Aa i nie zapominaj, że chodzisz do pracy.
Tak samo rodzic dziecka (najczęściej z autyzmem) z zaburzeniami rozwoju wrzuca siebie i dziecko w taki szaleńczy wir zajęć, terapii i innych cudów wianków. Cały czas w biegu. Do przedszkola, z przedszkola na zajęcia, z zajęć do domu bo jeszcze przychodzi pani w ramach suo. Logopeda, rehabilitant, SI, pedagog, hipoterapia.... A i jeszcze rady, sugestie innych rodziców...
A nikt nie myśli, że moje dziecko ma inne możliwości i potencjał. Że zmaga się z innymi zaburzeniami.
Coś co jest dobre dla innego dziecka, nie oznacza że jest dobre dla wszystkich. Są dzieci, które świetnie funkcjonują i radzą sobie z wieloma godzinami terapii. Ale są dzieci, które najnormaniej w świecie nie udźwigną obciążenia wieloma godzinami zajęć.
Sami sobie odpowiedzmy: Czym kończy się przetrenowanie?
Złością, frustracja, niechęcią, gniewem, buntem...
A jak wogole zapamiętać wymagania tych wszystkich osób. Każdy wymaga czegoś innego.
Z przemęczenia pojawiają się trudne zachowania. A jak trudne zachowania to do psychologa jeszcze trzeba iść. Koło zamknięte. Tak to ma wyglądać? Terapia? Serio? Nie!
Czy nie lepiej zaufać jednemu trenerowi? Jednemu terapeucie? Który pokieruje, podpowie, wysłucha.
Popytaj innych rodziców o opinię. Poznaj, sprawdź.
Wybierz jednego terapeutę. Zaufaj jednemu.
Osobiście wybieram zaufanie, spokój. Odetnij się od ciągłej gonitwy i przemęczenia Twojego dziecka.
Powodzenia!