środa, 28 stycznia 2026

Orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego – dlaczego to nie wstyd, tylko szansa?

 

Ktoś mądry to musiał wymyślić.

A my często jesteśmy przekonani, że to coś złego. Że to powód do wstydu.
Ale czy tak jest naprawdę?

Czy to, że Dziecko ma warunki przystosowane do jego potrzeb, jest czymś złym?
Czy to, że Dziecko ma spełnione idealne ( lub zbliżone do idealnych) warunki do uczenia się, to wstyd?
Czy to, że w klasie terapeutycznej jest mniej dzieci, a dzięki temu nauczyciel ma więcej czasu dla każdego Dziecka, jest złe?
Czy to, że nauczyciel może poświęcić więcej lekcji na jedno zagadnienie, to jakaś ujma?

Kształcenie specjalne to pomysł na naukę dla każdego Dziecka z trudnościami.
Bo wiecie, że każde Dziecko może się uczyć?
Prawda?
Nie musicie się już bawić w kaszy…
Możecie się uczyć…

Czytam sobie ostatnio opis jednego z moich Dzieci…

Kiedy było w klasie zwykłej, zostało opisane dosyć kiepsko:

  • Nie robi

  • Nie wykonuje

  • Nie uważa

  • Nie skupia się

  • Nie rozumie

  • Potrzebuje pomocy

  • Potrzebuje wsparcia

  • Nie chce

  • Nie nadąża

Ale kiedy to samo Dziecko ma spełnione potrzeby wynikające z kształcenia specjalnego, okazuje się, że:

  • Robi

  • Wykonuje

  • Uważa

  • Skupia się

  • Rozumie

  • Nie potrzebuje pomocy

  • Nie potrzebuje wsparcia

  • Chce

  • Nadąża

I żeby było jasne – to nie wina żadnego z nauczycieli.
To jest właśnie zaleta kształcenia specjalnego, którego tak wszyscy rodzice się boją.

Boją się etykiet.
Boją się, że Dziecko będzie „inne”.
Boją się, że ktoś powie, że sobie nie radzą.

A prawda jest taka:

Orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego nie jest piętnem.
Jest kluczem.

Kluczem do nauki.
Kluczem do rozwoju.
Kluczem do tego, żeby Dziecko mogło wreszcie powiedzieć:
„Ja też potrafię.”

I to jest największy wstyd – nie dla Dziecka.
Dla tych, którzy wciąż myślą, że edukacja ma być „jedna dla wszystkich”.

Nie.
Edukacja ma być dla każdego.

Kształcenie specjalne to nie „gorsza szkoła”, nie „gorsza klasa.”
To edukacja, która działa.

To jest sposób, żeby każde dziecko, z trudnościami miało szansę na naukę.

I nie – nie chodzi o to, żeby „udawać”, że wszystko jest w porządku.
Chodzi o to, żeby zapewnić warunki, w których Dziecko ma szansę pokazać, co potrafi.

To nie jest magia.
To nie jest „lepszy nauczyciel”.
To odpowiednie warunki.

To nie orzeczenie jest problemem.
Problemem jest system, który każe dzieciom udawać, że są „normalne”, kiedy normalne warunki do nauki są dla nich niedostępne.

To wina tego, że nadal myślimy, że edukacja ma być jedna dla wszystkich.

A edukacja to nie wyścig.
To nie test, który ma udowodnić, kto jest „lepszy”.

Edukacja to prawo do nauki.
I jeśli Dziecko potrzebuje wsparcia, żeby móc się uczyć – to ma prawo je dostać.





Jeśli ktoś nadal uważa, że „to wstyd”, to znaczy, że nie rozumie też, czym jest odpowiedzialność.

Bo odpowiedzialność to nie jest „udawanie, że wszystko jest ok”.
Odpowiedzialność to jest dawanie Dziecku tego, czego potrzebuje.

I jeśli to oznacza orzeczenie – to ok.
Bo to oznacza, że wreszcie ktoś to Dziecko zobaczył.

A to, co powinniśmy się wstydzić, to nie orzeczenie.
To to, że nadal boimy się powiedzieć: „Moje dziecko ma prawo do nauki.”


sobota, 10 stycznia 2026

Uwaga z dupy

Uwaga z niczego. O powrotach do szkoły bez empatii

Dosłownie parę dni temu nauczyciele i uczniowie wrócili z przerwy świątecznej, która trwała 2,5 tygodnia. To był cudowny czas. Czas, na który wszyscy długo czekali. Ja chyba najbardziej, bo końcówka roku była dla mnie bardzo ciężka.

Dwa tygodnie długiego spania, siedzenia do późna, oglądania Netflix'a, grania na telefonie i komputerze, rodzinnych spotkań. Zatrzymanie. Oddech. Normalne życie bez dzwonków, ocen i presji. Myślę, że każdemu było ciężko wrócić – dorosłym i dzieciom. Dzieciom może nawet bardziej.

Po tak długiej przerwie trudno jest od razu wejść w szkolny rytm. Skupić się, wykonywać polecenia, „być gotowym do pracy”. Dlatego świadomie zorganizowałam łagodne wejście w ten szkolny wir. Potrzebowałam tego ja i moje dzieci. I szczerze wierzę, że każdy tego potrzebował.

I wtedy wydarzyło się to.

Jeden z „moich” chłopców dostał uwagę, bo nie chciał wykonać zadania na zajęciach indywidualnych. Pierwsze dni po powrocie. Po 2,5 tygodniach świątecznej laby. Serio?

Nie mieści się to w moich wyobrażeniach.

Czy naprawdę tak trudno wejść w emocje dziecka?
Czy tak trudno domyślić się, że po długiej przerwie może mu być po prostu ciężko się zebrać?
Czy tak trudno
obniżyć wymagania w pierwszym dniu po wolnym?

Nie chodzi o brak zasad. Nie chodzi o pozwalanie na wszystko. Chodzi o uważność na kontekst. O zrozumienie, że dziecko to nie przełącznik, który po wakacjach czy świętach można jednym kliknięciem przestawić w tryb „działaj”.

Uwaga w takim momencie niczego nie uczy. Nie buduje odpowiedzialności ani motywacji. Uczy jedynie, że emocje nie mają znaczenia, a zmęczenie i trudność trzeba schować do kieszeni.

I naprawdę nie wiem – i do dziś się nad tym zastanawiam – z kim jest coś nie tak.
Ze mną?
Czy z panią, która uznała, że to najlepszy moment na wpisanie uwagi?

Ja wybieram empatię.
Bo dzieci wracają do szkoły nie tylko z plecakami, ale też z emocjami, które potrzebują czasu, żeby się poukładać.



Nauka czytania na śniegu… bez śniegu ❄️

Czytanie w mojej klasie to nie jest siedzenie cicho w ławkach i śledzenie liter wzrokiem. U nas czytanie chodzi, biega, śpiewa, a czasem leży na podłodze.

Tym razem, korzystając z zimowej aury, tematem przewodnim były aktywności zimowe.

Na początek obejrzeliśmy film. Bo prawda jest taka, że nie wszystkim dzieciom łatwo opowiadać o czymś, czego nie widzą. Film był więc świetnym punktem wyjścia do rozmowy i do ćwiczenia odpowiadania na różne pytania.

Potem pojawiły się kluczowe słowa zapisane na kartonikach. I tu zaczyna się to, co lubię najbardziej – ruch.
Każde dziecko losowało kartonik i odczytywało słowo oczywiście
na miarę swoich możliwości. Do każdego słowa był przypisany ruch lub aktywność.
Przykład? Proszę bardzo:

  • sanki – trzymając się za ramiona, chodziliśmy po sali, śpiewając „Jadę, jadę w świat sankami…”. Brak śniegu? Żaden problem

  • aniołek – każdy zrobił aniołka na podłodze (dobrze, że mamy podgrzewanie podłogowe ;) ) Oj to było bardzo trudne zadanie… Skoordynować ruch rąk i nóg. Musimy to koniecznie poćwiczyć :)

W kolejnym etapie wymyślaliśmy zdania z wylosowanymi słowami. Żeby przyspieszyć tempo lekcji i nie doprowadzić do zbiorowego ziewania, zapisałam te zdania na komputerze.

Dyżurny dzielnie pobiegł do drukarki, a Pani Madzia heroicznie uratowała dzieci przed ćwiczeniem proszenia o pomoc, otwierając im drzwi do pokoju z drukarką 😂.

Rozcięte zdania rozrzuciłam po podłodze. Uczniowie mieli znaleźć i podnieść karteczkę z tym zdaniem, które przeczytałam na głos.
Dla tych, którym było trudniej, zdanie pojawiło się także na tablicy – bo
analiza i synteza wzrokowa same się nie zrobią.
Niektórzy wykazali się wyjątkową bystrością i…
odgapiali od kolegi lub koleżanki 🫣🤭 Cóż – kreatywność też trzeba docenić.

Każde zdanie musiało trafić do zeszytu. Wspólnie czytaliśmy je na głos, a dzieci wodziły palcem po czytanym wyrazie.
Oczywiście bez ruchu się nie obyło – trzeba było
wstać, schylić się, wrócić do ławki. Czytanie na siedząco? Nuda.

Na koniec wyciągnęliśmy zakreślacze i zaznaczaliśmy wyrazy, które podawałam. Proste? Może. Skuteczne? Bardzo.

Bo w mojej klasie czytanie to zabawa, a nie zadanie do odhaczenia ✔️

A Wy?
👉 Jak uczcie czytania?
👉 Co byście zmienili albo dodali?

Chętnie poczytam 💬😊






Nauka samodzielnego ubierania butów, czyli jak przestać być nadwornym zakładaczem obuwia

  No dobra. Powiedzmy sobie szczerze — ile razy dziennie zakładasz swojemu dziecku buty? Rano do przedszkola. Potem na spacer. Potem zno...