Ktoś mądry to musiał wymyślić.
A my często jesteśmy
przekonani, że to coś złego. Że to powód do wstydu.
Ale
czy tak jest naprawdę?
Czy to, że Dziecko ma warunki przystosowane do jego potrzeb, jest
czymś złym?
Czy to, że Dziecko ma spełnione idealne ( lub
zbliżone do idealnych) warunki do uczenia się, to wstyd?
Czy
to, że w klasie terapeutycznej jest mniej dzieci, a dzięki temu
nauczyciel ma więcej czasu dla każdego Dziecka, jest złe?
Czy
to, że nauczyciel może poświęcić więcej lekcji na jedno
zagadnienie, to jakaś ujma?
Kształcenie specjalne to pomysł na naukę dla każdego
Dziecka z trudnościami.
Bo
wiecie, że każde Dziecko może się uczyć?
Prawda?
Nie
musicie się już bawić w kaszy…
Możecie się uczyć…
Czytam sobie ostatnio opis jednego z moich Dzieci…
Kiedy było w klasie zwykłej, zostało opisane dosyć kiepsko:
Nie robi
Nie wykonuje
Nie uważa
Nie skupia się
Nie rozumie
Potrzebuje pomocy
Potrzebuje wsparcia
Nie chce
Nie nadąża
Ale kiedy to samo Dziecko ma spełnione potrzeby wynikające z kształcenia specjalnego, okazuje się, że:
Robi
Wykonuje
Uważa
Skupia się
Rozumie
Nie potrzebuje pomocy
Nie potrzebuje wsparcia
Chce
Nadąża
I żeby było jasne – to nie wina żadnego z
nauczycieli.
To jest właśnie zaleta kształcenia
specjalnego, którego tak wszyscy rodzice się boją.
Boją się etykiet.
Boją się, że Dziecko będzie
„inne”.
Boją się, że ktoś powie, że sobie nie radzą.
A prawda jest taka:
Orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego nie jest
piętnem.
Jest kluczem.
Kluczem do nauki.
Kluczem do rozwoju.
Kluczem do tego,
żeby Dziecko mogło wreszcie powiedzieć:
„Ja też
potrafię.”
I to jest największy wstyd – nie dla Dziecka.
Dla tych,
którzy wciąż myślą, że edukacja ma być „jedna dla
wszystkich”.
Nie.
Edukacja ma być dla każdego.
Kształcenie specjalne to nie „gorsza szkoła”, nie „gorsza
klasa.”
To edukacja, która działa.
To jest sposób, żeby każde dziecko, z trudnościami miało szansę na naukę.
I nie – nie chodzi o to, żeby „udawać”, że wszystko jest
w porządku.
Chodzi o to, żeby zapewnić warunki,
w których Dziecko ma szansę pokazać, co potrafi.
To nie jest magia.
To nie jest „lepszy nauczyciel”.
To
odpowiednie warunki.
To nie orzeczenie jest problemem.
Problemem
jest system, który każe dzieciom udawać, że są „normalne”,
kiedy normalne warunki do nauki są dla nich niedostępne.
To wina tego, że nadal myślimy, że edukacja ma być jedna dla wszystkich.
A edukacja to nie wyścig.
To nie test, który ma udowodnić,
kto jest „lepszy”.
Edukacja to prawo do nauki.
I jeśli Dziecko
potrzebuje wsparcia, żeby móc się uczyć – to ma prawo
je dostać.
Jeśli ktoś nadal uważa, że „to wstyd”, to znaczy, że nie rozumie też, czym jest odpowiedzialność.
Bo odpowiedzialność to nie jest „udawanie, że wszystko jest
ok”.
Odpowiedzialność to jest dawanie Dziecku tego, czego
potrzebuje.
I jeśli to oznacza orzeczenie – to ok.
Bo
to oznacza, że wreszcie ktoś to Dziecko zobaczył.
A to, co powinniśmy się wstydzić, to nie orzeczenie.
To
to, że nadal boimy się
powiedzieć: „Moje dziecko ma prawo do
nauki.”
