I tak sobie myślę, czy my w ogóle chwalimy takie dzieci do rodziców?
Tak sobie właśnie pomyślałam dzisiaj.
Mamy takiego chłopca w przedszkolu, który był praktycznie, w każdym przedszkolu w naszym mieście. Właśnie jego największym problemem jest to, że nie umie panować nad swoimi emocjami, nad swoim zachowaniem.
I wiecie co?
Czy my w ogóle mamy w nawyku...
W jakim nawyku?
Czy my W OGÓLE?!!!
Próbujemy chwalić dzieci do rodziców, bo oczywiste jest to, że Ci rodzice zdają sobie sprawę z jakimi problemami boryka się to dziecko oraz pani w przedszkolu.
I tak sobie wyobrażam, że taki rodzic przychodzi do przedszkola i sobie myśli : co ja dziś usłyszę? Czy znowu pani będzie narzekać? A może nic nie powie? Mam nadzieję, że nie będzie wychowawczyni...
Pamiętam jak odbierałam swoje dziecko w przedszkolu i w grupie obok stał tata ze spuszczoną głową. Rozmawiał z wychowawczynią, tzn. pani "dziamotała" na jego syna.
I teraz pytanie. Czy w ogóle rodzic ma wpływ na dziecko, które jest w przedszkolu?
No oczywiście, że nie!
Bo tak jak pisał Janusz Korczak- "dziecko jest aktorem, ma sto masek. Ma tyle masek ile jest osób dookoła niego. Inaczej zachowuje się z babcią, inaczej z ciocią, inaczej z panią w przedszkolu, inaczej na placu zabaw, inaczej z mamą a jeszcze inaczej z tatą."
Także naprawdę ten rodzic nie ma wpływu na to jak zachowuje się jego dziecko w przedszkolu.
Dzisiaj chłopca (który zainspirował mnie do tego wpisu) odbierał tata. Pomyślałam sobie, że pójdę do niego i powiem jak fajnie radził sobie Staś. Mówię, że było świetnie.( Fakt było kilka sytuacji kryzysowych.) Ale było też wiele, w których się świetnie zachowywał, panował nad sobą, nad swoim głosem, swoimi emocjami. Po prostu rewelacja.
Myślę, że tata był zaskoczony. On też go pochwalił. Bardzo się ucieszył na moje słowa.
Zachęcam Was wszystkich do tego, żeby szukać tych pozytywnych momentów, pozytywnych zachowań.
Mówcie rodzicom o tym. To napędza i daje motywację i Wam i rodzicom.
Jak ja bym była w takiej sytuacji, to bardzo bym chciała żeby n-l powiedział mi, że było fajnie, że były dobre momenty.
Myślę sobie, że tata po wysłuchaniu pozytywnych słów na temat swojego syna poczuł się dowartościowany. Może mu ulżyło? Odetchnął, że pani wyszła do niego z dobrymi wiadomościami?
Ja też się fajnie z tym poczułam, że pochwaliłam Stasia do taty.
Myślę, że częściej powinniśmy to robić WSZYSCY. Chwalić i doceniać także za małe rzeczy, które dla niektórych mogą być dużym wyzwaniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz