Dzieci widzą, że ktoś jest inny.
Widzą, że czegoś nie rozumie, że zadaje dużo pytań, że nie nadąża...
I to nie jest nic złego — to po prostu fakt. Czy możemy mieć pretensje, że nie chcą się z "takim" dzieckiem bawić? Nie.
Przecież my, dorośli, też nie ze wszystkimi się kumplujemy i nie ze wszystkimi chcemy spędzać czas. Tak działa świat. Ale każdego człowieka traktujemy z szacunkiem — przynajmniej powinniśmy.
Czy rodzic dziecka z niepełnosprawnością ma prawo mieć żal do innych dzieci, że nie chcą się bawić z jego dzieckiem? Może mieć żal, czy słusznie ? Moim zdaniem nie.Czy dziecko neurotypowe ma obowiązek bawić się z dzieckiem „innym”? Nie.
I trzeba to powiedzieć jasno — absolutnie nie ma takiego obowiązku.
Ale czy ma obowiązek okazywać szacunek? Tak. I to bez żadnych wyjątków.
Bo szacunek to nie to samo co obowiązek bycia kolegą.
Szacunek nie polega na zabawie „z przymusu”, tylko na tym, że nie ranimy, nie wyśmiewamy, nie wykluczamy.
I właśnie tutaj zaczyna się nasza rola — rola dorosłych.
Widzę, jak dzieci traktują dzieci z orzeczeniem.
Widzę troskę.
Widzę opiekuńczość.
Widzę też obojętność.
Widzę dzieci, które nie inicjują kontaktu, ale reagują i pomagają, gdy sytuacja tego wymaga.
Widzę szczerość — czasem brutalną, bez filtra. Czy to złe? Nie. Dzieci są szczere, bo jeszcze nie nauczyły się ważyć słów. Ale to my mamy je tego nauczyć. Bo prawdę można powiedzieć na wiele sposobów — i nie każdy musi ranić.
Są też czasem złośliwe. Takie, które potrafią zranić wtedy, gdy myślą, że nikt nie patrzy. I znowu — to nie są „złe dzieci”. To dzieci, które jeszcze się uczą. Tylko pytanie brzmi: czego się uczą i od kogo?
Są też czasem złośliwe. Takie, które potrafią zranić wtedy, gdy myślą, że nikt nie patrzy. I znowu — to nie są „złe dzieci”. To dzieci, które jeszcze się uczą. Tylko pytanie brzmi: czego się uczą i od kogo?
Bo pamiętajmy jedno — dzieci widzą znacznie więcej, niż nam się wydaje.
Widzą nasze spojrzenia.
Słyszą nasze komentarze.
Czują nasz dystans, ironię, niechęć.
I potem robią dokładnie to samo.
Dlatego osobiście uważam, że szczerość bez empatii bywa okrutna. Szczerość bez wrażliwości potrafi ranić najmocniej. A szczerość ubrana w odpowiednie słowa może uczyć, budować i zostawiać ślad — dobry, nie bolesny.
I właśnie tego powinniśmy uczyć. Nie obowiązkowej przyjaźni. Tylko zwykłego, ludzkiego szacunku.
Bo problemem nie jest to, że dzieci nie chcą się razem bawić.
Problemem jest to, że czasem nie potrafią okazać szacunku.
A jeszcze większym problemem jest to, że często uczą się tego od nas.
Z naszych słów. Z naszych spojrzeń. Z naszych reakcji — albo ich braku.
Dzieci nie potrzebują lekcji „obowiązkowej integracji”.
Potrzebują dorosłych, którzy pokażą im, jak być przyzwoitym człowiekiem.
Nie przez przymus.
Nie przez hasła.
Tylko przez przykład.
Problemem jest to, że czasem nie potrafią okazać szacunku.
A jeszcze większym problemem jest to, że często uczą się tego od nas.
Z naszych słów. Z naszych spojrzeń. Z naszych reakcji — albo ich braku.
Dzieci nie potrzebują lekcji „obowiązkowej integracji”.
Potrzebują dorosłych, którzy pokażą im, jak być przyzwoitym człowiekiem.
Nie przez przymus.
Nie przez hasła.
Tylko przez przykład.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz