„Ale tam nic nie ma” — i właśnie dlatego warto tam pójść
Czasem w rozmowach z rodzicami mówię, że największą wartość terapeutyczną ma coś bardzo prostego: wspólny spacer całej rodziny. Nie zajęcia dodatkowe, nie sala zabaw, nie kolejna atrakcja z listy „must see”. Po prostu spacer — do lasu, na łąkę, na rowery.
Kiedy zaproponowałam rodzinny wypad na Bagna Przecławskie, usłyszałam odpowiedź:
„Ale tam nic nie ma!”
I pomyślałam: dla dorosłych — być może.
Ale dla dzieci?
Patyki. Kamyki. Drzewa. Błoto. Szyszki.
Szelest liści. Zapach ziemi. Owad na dłoni.
Wyobraźnia.
Świat przepełniony bodźcami
Współczesne dzieci żyją w rzeczywistości, która nigdy wcześniej nie była tak intensywna. Kolorowe zabawki, grające książeczki, świecące ekrany, zajęcia po zajęciach, plan po planie.
W dobrej wierze — chcemy im zapewnić rozwój, radość i możliwości.
Ale układ nerwowy dziecka nie potrzebuje ciągłej stymulacji.
Potrzebuje też… odpoczynku.
Las jest jednym z niewielu miejsc, które niczego od dziecka nie oczekują.
Nie każe reagować.
Nie wymaga wyniku.
Nie nagradza punktami.
Po prostu jest.
Nuda, która karmi rozwój
Dorosły w lesie może zobaczyć „brak atrakcji”.
Dziecko widzi przestrzeń do tworzenia.
To tam powstają:
miecze z patyków
bazy z gałęzi
rzeki z piasku
historie wymyślane na bieżąco
Nuda nie jest pustką.
Nuda jest miejscem, w którym zaczyna działać wyobraźnia.
Dziecko, które nie dostaje gotowej zabawy, zaczyna ją tworzyć.
A to jedna z najważniejszych kompetencji w życiu — samodzielne generowanie aktywności i pomysłów.
Odpoczynek także dla rodzica
Presja bycia „dobrym rodzicem” bywa dziś ogromna.
Planowanie atrakcji, organizowanie czasu, wyszukiwanie rozwojowych aktywności.
Las zdejmuje z nas ten ciężar.
Nie trzeba animować.
Nie trzeba zabawiać.
Nie trzeba ciągle proponować.
Można po prostu iść obok dziecka.
Oddychać.
Milczeć.
Być.
Często to właśnie tam pojawiają się najlepsze rozmowy — takie, które w domu się nie wydarzą.
„Nic” jako przestrzeń relacji
Paradoksalnie, miejsca bez atrakcji najczęściej budują więź.
Bo gdy nie ma bodźców konkurujących o uwagę — zostajemy ze sobą.
Dziecko nie patrzy w ekran.
Rodzic nie myśli o zadaniach.
Nie ma pośpiechu.
Jest wspólny czas.
Może nie musi być fajerwerków
Przywykliśmy do przekonania, że dobry dzień z dzieckiem to dzień pełen wydarzeń.
A przecież najważniejsze wspomnienia często są najprostsze.
Spacer.
Kanapka na kocu.
Ciepła herbata z termosu.
Patyk znaleziony „ten jedyny”.
Może naprawdę nie musimy się aż tak starać.
Może:
💚las
💚natura
💚spokój
💚cisza
wystarczą.
A czasem są nawet lepsze.
Więc następnym razem, gdy pojawi się myśl:
„Ale tam nic nie ma” —
warto się zatrzymać.
Bo czasem właśnie tam jest najwięcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz