Kiedy myślimy o gotowości szkolnej, często skupiamy się na tym, czy dziecko zna litery, czy umie liczyć, czy trzyma prawidłowo ołówek. Tymczasem jest jeden obszar, który ma ogromne znaczenie dla codziennego funkcjonowania w szkole, a który bardzo często jest pomijany w tej rozmowie.
Samodzielność.
Nikt nie oczekuje, że siedmiolatek będzie funkcjonował jak mały dorosły. Samodzielność w kontekście gotowości szkolnej nie oznacza perfekcji – oznacza podstawowe poczucie sprawczości.
To przekonanie dziecka, że potrafi zadbać o swoje podstawowe potrzeby. Że gdy coś się wydarzy – poradzi sobie lub poprosi o pomoc.
Co to oznacza w praktyce?
Kiedy mówię o samodzielności ważnej dla szkoły, mam na myśli bardzo konkretne rzeczy:
• Proszenie o pomoc – czy dziecko potrafi powiedzieć nauczycielowi, że czegoś nie rozumie, że potrzebuje wsparcia, że źle się czuje?
• Korzystanie z toalety – samodzielnie, bez przypominania, bez stresu, że trzeba poprosić o wyjście z klasy.
• Organizowanie swoich rzeczy – wyciągnięcie odpowiedniego zeszytu, spakowanie plecaka, znalezienie swojej bluzy.
• Ubieranie się – zapinanie kurtki, zakładanie butów, samodzielne wyjście na przerwę bez czekania na pomoc nauczyciela.
• Zgłaszanie potrzeb – komunikowanie głodu, zmęczenia, bólu głowy, dyskomfortu.
To może brzmieć jak oczywistości. Ale w klasie liczącej 25 dzieci nauczyciel nie ma możliwości zaopiekować się każdą z tych potrzeb indywidualnie. Dziecko, które nie potrafi ich samodzielnie zaspokoić, bardzo szybko zaczyna się gubić.
Co się dzieje z dzieckiem, które nie ma tych umiejętności?
Nie mówię tu o dzieciach z niepełnosprawnościami czy specjalnymi potrzebami edukacyjnymi – to osobny temat. Mówię o dzieciach, które są sprawne intelektualnie, znają litery i cyfry, ale nikt nie zadbał o to, żeby rozwijać ich samodzielność.
Takie dziecko w szkole często:
– jest przestymulowane i przeciążone już w pierwszych tygodniach,
– nie nadąża za tempem grupy nie dlatego, że nie rozumie – ale dlatego, że gubi się w organizacji,
– wycofuje się lub zaczyna zachowywać się w sposób, który przeszkadza innym,
– traci poczucie własnej wartości, zanim jeszcze na dobre zacznie się uczyć.
Dziecko, które czuje sprawczość, łatwiej wchodzi w rolę ucznia.
To zdanie jest dla mnie kluczowe w całej rozmowie o gotowości szkolnej.
Rola ucznia to nie tylko siedzenie w ławce i słuchanie. To aktywne uczestnictwo, podejmowanie decyzji, radzenie sobie z wyzwaniami. Dziecko, które ma poczucie sprawczości – które wie, że potrafi, że da radę, że może poprosić o pomoc i ją dostanie – wchodzi w tę rolę znacznie łatwiej.
I odwrotnie – dziecko, które jest wyręczane we wszystkim, które nie miało okazji próbować i popełniać błędów – często w szkole po raz pierwszy spotyka się z sytuacją, w której musi coś zrobić samo. I to bywa bardzo trudne.
Co możesz zrobić jako rodzic?
Nie musisz zaczynać od wielkich zmian. Zacznij od małych kroków:
Pozwól dziecku samodzielnie spakować plecak – nawet jeśli zajmie mu to dwa razy więcej czasu.
Nie wyręczaj w ubieraniu się – bądź obok, ale pozwól próbować.
Ćwicz z dzieckiem proszenie o pomoc – to umiejętność, której trzeba się nauczyć.
Rozmawiaj o potrzebach – jak się czujesz, czego potrzebujesz, co Ci przeszkadza.
Samodzielność buduje się latami. Ale nigdy nie jest za późno, żeby zacząć.
To część cyklu o gotowości szkolnej. Jeśli chcesz wiedzieć więcej – zajrzyj do poprzednich wpisów: https://www.facebook.com/profile.php?id=100063748294575
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz